Czy koncert orkiestry pod Lidlem to powód do wstydu?

Na Śląsku z górnictwem jest trochę tak, jak z piłką nożną w całym kraju. Przecież sami wiemy, że w Polsce mieszka 38 milionów selekcjonerów reprezentacji i każdy doskonale wie, jak ta reprezentacja powinna funkcjonować. Temat górnictwa, w dobie postępującej transformacji przemysłowej i systematycznego zamykania kolejnych zakładów górniczych, budzi spore emocje i kontrowersje.

I słusznie, że tak jest! Bo trzeba rozmawiać, mieć różne spostrzeżenia i konstruktywnie się nimi dzielić z innymi. Jednak czy w debatach na temat przemysłu i szeroko rozumianej energetyki pamiętamy jeszcze o kulturze górniczej, która tak mocno zakorzeniła się z regionem, że zaczęła być fundamentem w budowaniu jego tożsamości? Czy pamiętamy o tradycjach i zwyczajach? Czy w końcu pamiętamy o górniczych orkiestrach dętych, które wielu z nas towarzyszyły w najważniejszych momentach życia, podczas najważniejszych uroczystości, czy także podczas ostatnich pożegnań naszych bliskich? Jesteśmy przekonani, że orkiestry nie są najważniejszym tematem Waszych codziennych rozmów i jest tak być może dlatego, bo ciągle w jakiś sposób ich obecność jest wyczuwalna. Jednak musimy to w końcu wykrzyczeć stanowczo i głośno. Orkiestry wymierają i być może w niedalekiej przyszłości staną się tylko wspomnieniem, a my z tęsknotą będziemy jedynie oglądać fotografie i nagrania z momentów, gdy te barwnie wypełniały społeczną tkankę naszych miast.

W przeszłości, która przez wielu może nadal być traktowana jako współczesność, górnicze orkiestry dęte były częścią zakładów górniczych. Każda kopalnia miała swoją orkiestrę. Każda orkiestra była przez kopalnie utrzymywana. Muzycy byli pracownikami kopalń, a te dbały o to, by orkiestry mogły się rozwijać i funkcjonować na jak najwyższym poziomie. Kupowały mundury, instrumenty, nuty. Utrzymywały miejsca prób, całe niezbędne wyposażenie. Nie wspominając opłacania dalszych wyjazdów, także zagranicznych. Słowem – kopalnie dbały o administrację i zaplecze organizacyjne orkiestr.

Dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej. Jakakolwiek strukturalna ochrona orkiestr jest możliwa dzięki objęciu ich, a dokładnie „Tradycji kulturowych górniczych orkiestr dętych z Górnego Śląska”, wpisem na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Na liście znajduje się 27 górniczych orkiestr dętych, wśród nich tylko jedna zakładowa. Pozostałe, od blisko 20 lat, są samodzielnymi organizacjami, prowadzonymi najczęściej w formie stowarzyszeń czy fundacji. Orkiestry samodzielnie prowadzą swoje finanse, rozliczenia, opłacają czynsze za sale, w których mogą przeprowadzać próby. Samodzielnie prowadzą księgowość i pozostałe opłaty bieżące. Żadna z osób, które zajmują się tym w orkiestrach, nie jest ich pracownikiem. To osoby, które są pasjonatami, których miłość do muzyki i tradycji sprawia, że orkiestry nadal są utrzymywane przy życiu. A kto gra w orkiestrach górniczych? To emerytowani górnicy, pasjonaci, muzycy zawodowi, muzycy amatorzy, którzy od początku istnienia orkiestr pobierali i pobierają drobne wynagrodzenia za koncerty. Ci wszyscy ludzie sprawiają, że cały czas na ulicach miast, podczas różnych uroczystości, na piknikach, na Barbórkach możemy doświadczać tej niezwykłej siły muzyki ubranej w piękne mundury i czaka z czerwonymi pióropuszami.

Współczesne górnicze orkiestry dęte to najzwyklejsze zespoły muzyczne, które, mimo posiadanej ogromnej historii i będące przy tym niezaprzeczalnym nośnikiem tradycji, często są zdane same na siebie, nawet w sytuacji, gdy ich kopalnia nadal „fedruje”. Orkiestry samodzielnie muszą dbać o swoje finanse, często szukając zewnętrznych źródeł, a także dając występy czysto komercyjne.

Nasze serca rozrywają się i rośnie w nas stanowcza niezgoda na mnożące się w ostatnim czasie sytuacje, gdy orkiestry muszą mierzyć się z hejtem płynącym ze strony społeczeństwa, przy okazji ich obecności podczas uświetniania otwarć restauracji czy sklepów. 

Jesteśmy zdania, że fakt sięgania przez międzynarodowe marki, takie jak McDonald’s czy Lidl po lokalne, śląskie dziedzictwo w postaci górniczych orkiestr dętych, powinien być powodem do dumy, a nie szydzenia. Uświetnianie tego rodzaju wydarzeń przez górnicze orkiestry dęte, staje się publiczną możliwością zaprezentowania jednej z piękniejszych lokalnych tradycji. Zasięg wspomnianych marek sprawia, że wspomniane wydarzenia zyskują rozgłos o skali co najmniej ogólnopolskiej. Fakt, że są to wydarzenia otwarte dla ogółu społeczeństwa sprawia, że lokalna kultura bezpłatnie i w krótkim czasie może trafić do wielu odbiorców – mieszkańców danego miejsca, zaproszonych gości czy turystów przyjeżdżających z różnych części kraju, Europy czy świata. 

Sytuacji, w których możemy mieć bliski kontakt z kulturą i tradycjami górniczymi w najbliższych latach może być coraz mniej, dlatego apelujemy o wspieranie górniczych orkiestr dętych. Bądźmy z nich dumni, bo mimo kłód, które są rzucane pod ich nogi nadal chcą z radością dzielić się swoją pasją. Prosimy, by o górniczych orkiestrach dętych nie pamiętać jedynie w Barbórkę. Chciejmy być częścią tej kultury i rozwijajmy ją wspólnie przez cały rok.
Doceńmy to, że górniczych mundurów nie musimy oglądać jedynie w muzealnych gablotach, a tradycyjnych melodii możemy posłuchać także podczas codziennych, także prozaicznych czynności, takich jak zakupy w sklepie. Doświadczajmy na żywo spotkań z muzykami, póki jest na to czas. Zanim ostatnia orkiestra zagra swój ostatni takt.

 

Krzysztof Sosna – organizator wydarzeń kulturalnych, animator kultury, członek Rady Młodych ŚZChiO

Agnieszka Wajgel – koordynatorka ds. śląskich orkiestr dętych w ŚZChiO, dyrygentka Górniczej Orkiestry Dętej KWK Sośnica

Powrót do listy